> Aktualności > Kawa z aniołem stróżem – czyli jak smakuje starość gdy obok jest wolontariusz [WYWIAD Z WOLONTARIUSZEM]

Aktualności

Czytaj więcej (1200 x 800 px)(6)

25 lipca 2025

Kawa z aniołem stróżem – czyli jak smakuje starość gdy obok jest wolontariusz - WYWIAD Z WOLONTARIUSZEM

Nie mają skrzydeł, ale potrafią wznieść się ponad zmęczenie, brak czasu i stereotypy. Nie przyfrunęli z nieba, ale twardo stąpają po ziemi w poszukiwaniu tych, którzy cicho wołają o obecność. Idą więc tam, gdzie inni zapomnieli zajrzeć. Rozmawiają, słuchają, są. Tytułowi aniołowie – czyli wolontariusze, którzy obcego seniora traktują jak swoją rodzinę. O tym jak to jest możliwe, rozmawiam z Katarzyną Winiarską-Janur, która od prawie 20 lat udowadnia, że pomaganie to coś więcej niż tylko jednorazowy gest – to styl życia, który przynosi spełnienie.   

Jadwiga Jelińska-Poręba: Jak to jest być dla kogoś aniołem? Nie takim ze skrzydłami i niebem w tle, ale z wiecznym uśmiechem i obecnością w codzienności, tu na ziemi?

Katarzyna Winiarska-Janur: Anioł Stróż – to funkcja w ramach programu realizowanego przez Stowarzyszenie Sursum Corda skierowanego do seniorów. Rola bardzo sympatyczna, a polegająca na spotkaniach i rozmowach telefonicznych z osobami starszymi. Mój podopieczny – pan Józef mieszka przy drodze, którą codziennie jeżdżę do pracy. Przez ostatni rok w nawyk weszło mi spojrzenie w otwarte okno jego domu, a gdy wracam wcześniej, zatrzymuję się u niego choć na chwilę - zapytać czy wszystko w porządku. W wielu rzeczach nie jestem w stanie mu pomóc, ale i on tego nie oczekuje. Wystarczy, że usiądę, zrobię herbatę lub przywiozę gorącą czekoladę i wysłucham kolejny raz historii z łzą w oku. Czasami śmiejemy się ze wspólnych żartów lub bawię się z psem Rudzikiem, jedynym wiernym towarzyszem jego codzienności. “Mój senior” nie wychodzi z domu, bo porusza się wyłącznie z balkonikiem, zakupy i inne sprawy załatwiają mu panie z opieki społecznej, czasami odwiedza go sąsiad - zwozi do lekarza i pomaga jak może, ale pracuje daleko i w domu jest co kilka tygodni. Udział w projektach Fundacji Biedronki realizowanych wspólnie ze Stowarzyszeniem Sursum Corda w znaczącym stopniu poprawiły jego sytuację materialną. Nie opuszcza domu, a czasami nie wstaje z łóżka otoczonego lekami. Jego rzeczywistość to telewizor, wizyta opiekunki, która sprzątnie dom i przygotuje herbatę oraz kurier z “Poczty Obiadowej” przywożący trzy razy w tygodniu posiłek. Samo oczekiwanie na jego przyjazd stanowi bodziec do zebrania się do życia i wstanie z łóżka choć na chwilę. Moje “anielskie” obowiązki to zwykłe zapytanie – co tam nowego słychać panie Józefie? Obiadki smakowały w tym tygodniu? A potem pogaduszki o pierogach czy zupie, o problemach kundelka co kleszcza złapał, czasami o życiu czy polityce, na której zupełnie się nie znam, wymiana kwiatkami: kaktus za asparagusa, ale czasami i jakieś filozoficzne tematy o przemijaniu się nam rozwiną.

JJP: Tak budują się relacje. Czy traktujecie się jak rodzina, czy to jednak za duże słowo?

KWJ: Mój mąż też ma swojego podopiecznego od kilku lat. Gdy się spotkaliśmy, to były trudne czasy, gdy stracił żonę, miał depresję i pogubił się bardzo w życiu, bo po operacjach stracił dotychczasową sprawność. Zaczęło się od Karty Dobra i problemem z możliwością zrobienia zakupów samodzielnie. Jeżdżą razem do sklepu przynajmniej raz w miesiącu od pierwszej edycji programu, mąż dostarcza mu butlę z gazem lub inne niezbędne rzeczy, ale i uczy się od niego jak sadzić i przerywać pomidory. Widzimy, że z każdym rokiem stajemy się przyjaciółmi Tadeusza. Dzwoni za każdym razem, gdy ma jakiś problem, ale i przygotuje dla mnie wiązankę konwalii czy czekoladę. Wprawdzie w dalszym ciągu odmawia przyjazdu na święta i spędza je samotnie, ale raz po zakupach zgodził się wpaść na kawę i zobaczyć jak żyjemy.

Mamy również “naszą” panią Cecylię, która oficjalnie nie jest jeszcze naszą podopieczną, ale spotkaliśmy ją podczas ostatniej rekrutacji i obwieściła nam, że uważa nas za swoich aniołów stróżów. Stwierdziła, że choć Pan Bóg o niej zapomniał (bo ma ponad 90 lat), a ludzie ją rzadko odwiedzają, to my o niej zapomnieć nie możemy! Modli się tak bardzo żebyśmy do niej przychodzili, więc od maja jesteśmy u niej co tydzień.  Już podczas pierwszej wizyty poczuliśmy się jak rodzina, gdy oprowadzała nas po domu i ogrodzie. Zupełnie nie wiem jak nam się udaje pogodzić pracę zawodową z wolontariatem, ale wiem, że o naszych podopiecznych mówimy jak o członkach rodziny. Nasi panowie nie mają bliskich rodzin, z którymi utrzymywaliby stosunki, więc okazują nam wdzięczność, że jesteśmy blisko i my czujemy, że nasze relacje stają się z każdym miesiącem bliższe.

 

JJP: Wolontariat, zwłaszcza ten długofalowy, wymaga zaangażowania. Czy nie szkoda na to czasu?

KWJ: Dla mnie i mojej rodziny skupienie się wyłącznie na własnych problemach jest destrukcyjne. Zawsze otwieraliśmy się na świat, na to co przynosił kolejny dzień, a planowanie kończyło się klapą. Wyjście do innych i spojrzenie na siebie z innej perspektywy, jak na ludzi, którzy mają pracę, są względnie zaradni życiowo i mają się do kogo odezwać wieczorem jest budujące. A poza tym mamy satysfakcję, gdy człowiek potrzebujący pomocy ją otrzyma. Wiemy, że stanie obok i przyglądanie się, nie niesie ze sobą żadnej zmiany. Taki sposób wybraliśmy na życie i u nas się sprawdza. 

JJP: Sprawdza się prawie 20 lat! Pamięta Pani swoje początki?

KWJ: Wolontariat w Stowarzyszeniu Sursum Corda rozpoczęłam w 2008 roku jako Koordynator Szkolnego Klubu Wolontariatu, który z kilkuletnią przerwą prowadzę do dziś. Realizowałam różne projekty z młodzieżą i dziećmi, proponowane przez Stowarzyszenie od „Urodzin na Lekarstwo”, „Wolontariat na Start”, poprzez zbiórki na leczenie podopiecznych, pomoc w organizowaniu koncertów charytatywnych itp. Motywacją do współpracy ze Stowarzyszeniem było uregulowanie prawne moich działań wolontarystycznych w środowisku w Paszynie, czyli pomoc rodzinom w opiece nad niepełnosprawnymi dziećmi. Dzięki kontaktom mojego brata, który był wówczas koordynatorem programu „Starszy Brat – Starsza Siostra”, poznałam panią Halinę Rams i za jej przyczyną uczestniczyliśmy całą rodziną w działaniach Sursum Corda przez te prawie dwadzieścia lat, co dla nas wszystkich było przygodą i nauką jednocześnie.

JJP: A dlaczego zdecydowała się Pani na wolontariat z seniorami?

KWJ: Program „Seniorzy 60+” to był pierwszy skierowany do tej grupy wiekowej, który realizowałam jako koordynator, a dotyczył on seniorów skupionych przy Stowarzyszeniu Gospodyń „Konwalia” w Małej Wsi (Gmina Chełmiec), czyli w moim miejscu zamieszkania. Halinka zaproponowała mi ten projekt właśnie z tego powodu. Pomimo, że tam mieszkałam, nie kojarzyłam seniorów i w realizacji zaczął mi pomagać mi mąż, który urodził się w Małej Wsi. Program polegał na aktywizowaniu ludzi po sześćdziesiątce i podejmowaniu przez nich działalności wolontarystycznej dla osób starszych od nich i wymagających opieki, wsparcia czy towarzystwa. Otworzyły mi się już wówczas oczy - ile samotnych osób jest zamkniętych w swoich domach - z chorobami i problemami życiowymi. Wizyty wolontariuszy - seniorów, rozmowy czy w końcu wycieczki, stawały się narzędziami zachęcającymi osoby starsze do wyjścia z domu. Były to pierwsze tego typu projekty i wymagały oswojenia się seniorów z zasadami ich realizacji. “Moi” wolontariusze – seniorzy docierali w kolejnej edycji do następnych podopiecznych i sami stawali się bardziej aktywni organizując spotkania i imprezy dla swoich podopiecznych i społeczności lokalnej. Do tej pory już samodzielnie korzystają z różnorodnych form wsparcia projektów. Organizują festyny, wycieczki, zajęcia, gimnastykę i są cały czas aktywni. Kontrakty ze „starszyzną” w mojej miejscowości w trakcie projektów bardzo nas zbliżyły. Nie byłam już anonimowym mieszkańcem wsi, byłam zapraszana na wszelkie spotkania okolicznościowe, a nawiązane kontakty seniorów z Koła Gospodyń „Konwalia” i Stowarzyszenia Sursum Corda owocowały jeszcze wieloma projektami bez mojego udziału. Ostatnio brałam udział w wycieczce zorganizowanej przez stowarzyszenie i zauważyłam, że społeczność, z którą wówczas pracowałam, trzyma się dalej i poszerza o nowych młodszych członków, a ich działania są konkretne i przemyślane, choć z 10 lat już pewnie minęło. Dlatego też uważam, że współpraca z seniorami to fantastyczne doświadczenia dla obu stron, a dla mnie nauka jak żyć pełnią życia i być otwartą na to co ono niesie z sobą.

JJP: Aktualnie, wolontarystycznie zajmuje się Pani m.in. rekrutowaniem do programu „Poczty Obiadowej” i „Karty Dobra”. Polega to m.in. na przeprowadzaniu wywiadu rektutacyjnego. Jakie pytanie, które zadaje Pani seniorom, jest w Pani ocenie szczególnie ważne?

KWJ: Pytania ankietowe to konkrety dotyczące sytuacji materialnej, mieszkaniowej, rodzinnej czy dotyczące stanu zdrowia i samodzielności seniora. Jednak moje ulubione pytanie ankietowe brzmi zamieszczone pod koniec formularza on-line brzmi: „jakie macie marzenia?”. Ono zatrzymuje myślenie o nieuchronnej śmierci, na którą seniorzy czekają i o trudnościach życia. I ludzie blisko setki odpowiadają: „żeby w przyszłym roku posadzić kalinę” albo „żeby mi pietruszka wzeszła”. Usłyszałam też zdanie typu: „ta druga połówka (mąż, żona) nie jest do niczego potrzebna jak się jest młodym, ale na starość potrzebna jest bardzo - żeby do kogoś otworzyć usta”. I zaskakujące jest to, że im ludzie są starsi, tym mają mniej potrzeb materialnych, są radośniejsi, doceniają to co mają i bardzo doceniają naszą obecność i chęć pomocy. Dostaję również informacje zwrotne, że pieniądze zaoszczędzone przez zakupy z „Kart Dobra” pozwalają wyjść z długów, przeznaczane są na zakup opału czy takie przyjemności jak wizyta u wnuka ze słodką niespodzianką. 

JJP: Domyślam się, że spotkania z seniorami nawet na tym pierwszym etapie, nie są tylko wypełnieniem ankiety. Co sprawia, że wypełnienie formularza staje się czymś więcej niż tylko formalnym obowiązkiem?

KWJ: W programie „Karty Dobra” i „Poczta Obiadowa” uczestniczę od początku. Rekrutujemy, czyli odwiedzamy zgłoszonych do Stowarzyszenia Sursum Corda seniorów lub też zgłaszamy ich sami. Niejednokrotnie to seniorzy, których odwiedzamy, podają nam inne znane im osoby w trudnej sytuacji, a my kontaktujemy ich ze stowarzyszeniem. Piszę w liczbie mnogiej, ponieważ jeździmy wspólnie z mężem do seniorów mieszkających często w odległych miejscach i trudnych lokalizacjach. Odnalezienie domu, którego nie wskazuje GPS i seniora, który potrzebuje wsparcia, ponieważ żyje tylko z zasiłku, w warunkach bardzo trudnych, daje nam olbrzymią satysfakcję. Każda rozmowa to nie tylko wypełnienie ankiety, ale często opowieść całego życia. Opowieść o stratach niosących ze sobą wieloletni ból i samotność. Osoby samotne potrzebują rozmowy częściej niż wsparcia materialnego. Zaczynamy od dochodów, które warunkują przystąpienie do programów, ale często zatrzymujemy się na długich i skomplikowanych historiach życiowych.  I ta rozmowa jest dla mnie przyjemnością, obowiązkiem formalnym jest natomiast przypominanie co kwartał o wyzerowaniu środków z Kart Dobra oraz przygotowanie dokumentacji, która w tych seniorskich projektach jest ograniczona do minimum. I ta niewielka “papierologia projektowa” jest wielkim atutem współpracy z Sursum Corda.

 

JJP: Czy wolontariat zmienił coś w Pani spojrzeniu na życie, starość, relacje międzyludzkie?

KWJ: Nie ukrywam, że i my zbliżamy się stopniowo do wieku emerytalnego, dlatego obecnie trochę inaczej patrzymy na nasze działania. Wizyty u seniorów są dla mnie doświadczeniem, z którego mogę czerpać patrząc na swoją zbliżającą się starość. Wiem, że samodzielność jest najważniejszym elementem godnej starości, aktywność i spotkania z ludźmi nadają sens i chęć życia. Ludzie na emeryturze powinni być aktywni, brać udział w przeróżnych szkoleniach, spotykać się z innymi i nadawać sens swojej codzienności poprzez udział w projektach, które stawiają przed nimi konkretne zadania. Pasje czy odkrywanie czegoś nowego pozwala zapomnieć o dolegliwościach, jakie niesie z sobą wiek. Wspólne spędzanie czasu, kreatywność, współpraca przy wsparciu ludzi młodszych czy odpowiednio skonstruowanych programów, staje się kołem napędowym. Zamknięcie się w czterech ścianach ze swoimi ograniczeniami, chorobami czy smutkami jest drogą donikąd. Dzieci czy wnuki żyją swoim życiem i nawet jeżeli chcą uczestniczyć w życiu seniorów robią to w błyskawicznym tempie i ze swojego punktu widzenia, który jest odmienny ze względu na styl życia jakie narzuca nam współczesność. Praca wolontarystyczna z seniorami zmusza (przynajmniej mnie) do zatrzymania się, do poczekania na odpowiedź na zadane pytanie często okrężnymi drogami. Uwielbiam słuchać opowieści z czasów, które są dla mnie odległe, ale przybliżają mi też lata dzieciństwa. Często słucham ich kilkakrotnie jakbym czytała powieść obyczajową, a emocje na twarzach moich rozmówców dzielących się swoimi wspomnieniami są gwarancją autentyczności troszeczkę przetartą czasem.

Dużo nam dają również spotkania z młodzieżą i koordynatorami na grupach wsparcia tzw. „Agrafkach”. Wspólne spotkania w Stowarzyszeniu pokazują nam problemy z różnych perspektyw innych wolontariuszy i często wskazują niewidoczne do tej pory i proste rozwiązania. Widzę, że młodzi ludzie dzielą się swoją energią i jednocześnie są gotowi na otrzymywanie radości od swoich podopiecznych. Ich spostrzeżenia z pracy z seniorami są bardzo budujące, a zwłaszcza inicjowane przez nich działania, jak przykładowo projekt wspólnych spotkań dla seniorów, w ramach grantów Korpusu Solidarności realizowane w tym roku. Wolontariusze w moim wieku nawiązują może szybszy kontakt i im częściej zwierzają się seniorzy, natomiast obserwuję, że relacje z młodymi wolontariuszami są radością, chęcią dzielenia się doświadczeniami, książkami i dawaniem od siebie. Z tej mieszanki wielopokoleniowej czerpiemy wszyscy, przynajmniej ja mam takie wrażenie po ostatnim roku mojego wolontariatu.

JJP: Z perspektywy osoby, która odwiedziła tak wielu seniorów w ich domach, co może Pani powiedzieć o starości? 

KWJ: Rozmawiając z seniorami, wędrując po ich domach i obserwując sytuacje materialne myślałam, że często wynikają one z wyborów życiowych i wchodzenia w patologię. Ale tak było na początku. Wiem również, że dostawaliśmy wtedy trudne przypadki zgłaszane przez GOPS, ale widziałam również zmiany w zachowaniu tych ludzi, którzy dzięki paniom z opieki społecznej podających ich do projektów i robiących zakupy w sklepach Biedronki zmieniały jakość ich życia. I w tym miejscu chciałabym, jeżeli mogę podziękować wszystkim pracownikom GOPS-u gminy Chełmiec, a zwłaszcza pani Iwonce za współpracę oraz za zaangażowanie w opiekę nad seniorami. I choć jest obecność na odległość przez telefon i nigdy się nie spotkałyśmy to pozwala nam dotrzeć do wielu miejsc, a empatia dla podopiecznych widoczna jest na każdym kroku. Nie zapomnę seniora mieszkającego w stuletnim domu, który stał się ostoją na starość po latach bezdomności i jego wdzięczności za pomoc, którą otrzymał na starość. Czasami odległe miejsca, w których mieszkają seniorzy, domy bez dojazdów czy sąsiadów w pobliżu potęgują tę samotność.

Jednak im więcej domów odwiedziłam, tym częściej spotykałam się z ludźmi, którzy otoczeni rodziną czują się opuszczeni. Często fakt, że zostają sami to wybór samych seniorów. Wiem, że starych drzew się nie przesadza, ale trzeba je pielęgnować. Pielęgnowanie osób starszych to słuchanie ich historii i nie są to w moim przypadku częste narzekania na dolegliwości czy innych ludzi, ale opowieści z życia, które wspominają. Pielęgnowanie to również spytanie sąsiada czy potrzebuje coś ze sklepu. Nie trzeba być wolontariuszem – wystarczy być otwartym na innych.  Zauważyłam również, że osoby, które mają nałożone przez siebie obowiązki jak przykładowo nakarmienie kur, podlanie ogrodu, opieka nad psem czy nawet codzienne starcie kurzu są pogodniejsi i mają lepsze samopoczucie. Sami wyznaczają sobie zadania i je realizują, czując się wtedy potrzebnym. Starość niesie ze sobą choroby i dolegliwości, które utrudniają życie, jednak spotkania z seniorami udowadniają, że receptą na długowieczność jest pogoda ducha i chęć do działania. Seniorzy z uśmiechem na twarzy to wzór, do którego chcielibyśmy dążyć razem z mężem, i dlatego zadanie do wykonania na kolejne lata - to wolontariat 🙂

.

.

.

Jeśli chcesz, tak jak Kasia zostać Wolontariuszem i działać na rzecz Seniorów - weź udział w dedykowanym do tego spotkaniu, które odbędzie się 29.07.2025r. w godz. 16.00-18.00 w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej ul. Jagielońska 61, Nowy Sącz. 

Podoba Ci się to, co robimy?

Wspieraj Stowarzyszenie SURSUM CORDA przez wpłaty online. Dzięki Tobie możemy czynić dobro każdego dnia! 

Niepoprawny numer telefonu
Wiadomość została wysłana na twój nr.
Dziękujemy za pomoc.
×
Przejdź do treści