> Aktualności > W sercu Beskidu Sądeckiego zaobserwowano szczególny przypadek „efektu motyla” – efekt serca

25 lat Sursum Corda

efekt-motyla_2025

25 marca 2025

W sercu Beskidu Sądeckiego zaobserwowano szczególny przypadek „efektu motyla” – efekt serca

Każdy z Was słyszał pewnie o zjawisku określanym jako „efekt motyla”, które w olbrzymim skrócie można zdefiniować jako przypadek, który diametralnie zmienia bieg wydarzeń. „Zmień jeden drobiazg, a zmienisz wszystko’’ – te słowa, które padają w kultowym filmie ,,Butterfly effect’’ z Ashtonem Kutcherem w roli głównej, świetnie tłumaczą istotę zjawiska. W Nowym Sączu zaobserwowano fenomen, który ma wiele wspólnego z efektem motyla, ale ma też bardzo szczególny charakter. Nazwijmy go dla odróżnienia - efektem serca.

Ojcem pojęcia „efekt motyla” jest Edward Lorenz, amerykański meteorolog i matematyk, który w latach 60. ubiegłego wieku zajmował się komputerowym prognozowaniem pogody. Wykorzystywał do tego celu równania, w których zmiennymi były wartości odpowiadające parametrom ciśnienia, temperatury, prędkości wiatru… Naukowiec odkrył, że bardzo niewielka, z pozoru nieistotna zmiana jednej z wartości wyjściowych może kolosalnie zmienić prognozę na przyszłość. Tak jakby delikatny trzepot skrzydeł motyli wpływał na ciąg zjawisk, których finałem jest sztorm. Fascynujące odkrycie Lorenza stało się inspiracją dla książek, filmów i psychologicznych, rozważań nad rolą niepozornych wydarzeń, które wpływają w sposób kluczowy na bieg historii. 

W Nowym Sączu coś małego, co zmieniło bardzo dużo, zaistniało w 2007 roku w lokalnym Stowarzyszeniu Sursum Corda, które działało wtedy już 7 lat.  Ludzie „wychowani” przez duszpasterstwo przy jezuickiej parafii kolejowej, którzy powołali stowarzyszenie do życia, angażowali się w budowanie sieci wolontariatu, w pomoc dzieciakom i młodzieży z ośrodków opiekuńczo-wychowawczych, w organizację dla dzieci kolonii letnich wzbogaconych o programy profilaktyczne. Robili to, co potrafili robić najlepiej aż nadszedł dzień, kiedy stanęli przed wyzwaniem zrobienia czegoś, czego dotąd nie robili – uratowania życia dziecka. 

Tym, co zmieniło bieg historii Sursum Corda, okazała się rozmowa z rodzicami małej dziewczynki oczekującej na operację serca. Emilka miała za sobą zaledwie kilka miesięcy życia, gdy jej rodzice usłyszeli od lekarzy, że może nie być przed nią przyszłości. Był jednak taki lekarz, który nadzieję widział. Profesor Edward Malec. Na operację serca Emilki trzeba było w krótkim czasie zebrać fortunę, bo profesor pracował za granicą. Iwona i Artur Klimczakowie przyszli z całym bagażem swoich emocji związanych z zagrożeniem życia córki do ludzi z Sursum Corda. 

fot. Emilka Klimczak (zdjęcie archiwalne)

Decyzja zapadła natychmiast: działamy! – wspomina Marcin Kałużny. - Ku naszej radości w akcję udało się zaangażować mnóstwo ludzi, media, przedsiębiorców… Serce Emilki skupiło wiele otwartych serc. Dziewczynka mogła zostać poddana operacji. W napięciu czekaliśmy na wynik. A później była radość, bo wszystko się udało. Życie zostało uratowane. Mała Emi będzie mogła cieszyć się pięknem świata.

Zobacz archiwalny materiał wideo "Na ratunek Emilce Klimczak"

Z pomocą sądeckie media:
Emilia Klimczak pilnie potrzebuje pomocy
Możemy pomóc ciężko chorej Emilce
19 dni do operacji małego serduszka. Brakuje 4,5 tys. zł

W zacytowanym wyżej wspomnieniu zawarte jest wszystko, co potrzebne do sformułowania definicji „efektu serca”, fenomenu, który zmienił bieg historii Sursum Corda i historii ponad dwustu ludzi, którzy po Emilce trafili pod skrzydła stowarzyszenia z Nowego Sącza. Bo niebawem okazało się, że dzieci i dorosłych, którym trzeba ratować zdrowie i życie jest mnóstwo. Skoro udało się w spektakularny sposób pomóc małej Emilii, można przecież pomóc innym. Tak narodził się projekt „na ratunek” – inicjatywa trwająca do dziś. 

 

Najważniejsza myśl opisująca „efekt serca”, czyli „efekt motyla” obserwowany w sferze relacji między ludźmi, w której ktoś potrzebuje czyjejś pomocy brzmi: nic nie jest przesądzone. Jeden niewielki gest wsparcia może wywołać efekt domina, nadać czyjemuś życiu sens, wyeliminować zagrożenie, zmienić wszystko. 

Kilka lat po Emilce, do drzwi Sursum Corda zapukali rodzice 10-letniego Szymona. Chłopak chciał być jak inni – grać w piłkę, biegać. Nie było mu wolno. 

O tym, że Szymcio urodził się z wadą serca dowiedzieliśmy się w drugiej dobie jego życia. Ta informacja zmroziła nas bardzo, ale tylko na chwilę, bo wiedzieliśmy, że musimy stawić czoła tej sytuacji. Po pierwszych konsultacjach wiedzieliśmy, że trafiamy w najlepsze ręce znakomitych kardiochirurgów - pana profesora Malca i pani profesor Januszewskiej. Przez ten trudny dla nas czas przeszliśmy mając siebie na wzajem, nasze rodziny, naszych przyjaciół. Rozmowy z profesorem rzeczowe i skrupulatne tłumaczenie wszystkich zawiłości medycznych dawały nam poczucie bezpieczeństwa – wspominają rodzice Szymona, Elwira i Rafał Jaworowie.

fot. Szymon Jawor (zdjęcie archiwalne)

Nasz cudowny syn dorósł znacznie szybciej niż rówieśnicy, stał się bardziej empatyczny, błyskawicznie reagujący na cierpienie innych. Jest dzisiaj 21-letnim mężczyzną, bardzo odpowiedzialnym, mającym wiele pasji, nieustającym w pomaganiu innym ludziom. Przeżycia związane z chorobą Szymona sprawiły, że uświadomiliśmy sobie jak bardzo się kochamy.  I że nie jesteśmy sami… Jeśli dziś ktoś przeżywa podobne rozterki do tych, które my przeżywaliśmy, gdy trzeba było ratować życie naszego dziecka, chcielibyśmy mu powiedzieć: pamiętaj, że wiara czyni cuda a miłość jest nie do pokonania - dodają. 

Zobacz archiwalne materiały wideo o Szymonie.

21-letni dziś Szymon, sięgając pamięcią do historii sprzed 10 lat wydobywa takie wspomnienie: 

Moja trzecia operacja. Mama i tata towarzyszą mi w drodze aż pod sam blok operacyjny, trzymając mnie za rękę i dodając mi otuchy. Mam w sobie lęk, że może coś nie pójść zgodnie z planem, ale wsparcie rodziców, rodziny i przyjaciół oraz świadomość, że jestem naprawdę w dobrych rękach wykfalifikowanych kardiochirurgów działają przeciwlękowo i przeciwbólowo. Czymś, co dodaje mi otuchy jest też myśl, że moi koledzy i koleżanki czekają na mnie aż wrócę i wszystko będzie tak jak dawniej. Jeśli mógłbym coś powiedzieć dziecku, które jest ciężko chore, powiedziałbym: nie martw się. Nie ma sytuacji bez wyjścia. I są ludzie, którzy potrafią pomóc. Starałbym się też uświadomić temu dziecku jakim cudownym jest człowiekiem bez względu na to, że jest chore i czuje się inne od swoich rówieśników. 

Konrad Tokarczyk, chłopak z wrodzoną łamliwością kości jest podopiecznym Sursum Corda od 16 lat.  

SURSUM CORDA znaczy: w górę serca. Ludzi o wielkich sercach spotykamy całą rodziną od samego początku. To nie tylko Ci którzy przekazują na leczenie naszego syna 1,5% podatku i darowizny. To także wszyscy, których spotykamy na swej drodze i wnoszą w nasze życie czyste dobro. To całym Team Sursum Corda, to nasze pielęgniarki, lekarze, fizjoterapeuci, kolorowi ludzie zarażający optymizmem. Przez te wszystkie lata zawsze mieliśmy przy sobie sojuszników. To niesamowicie ważne, aby w trudnych sytuacjach nie zostawać samemu, nie dać się pochłonąć beznadziei i smutkowi. Trzeba umieć wyciągnąć rękę do ludzi i umieć również czyjąś rękę przyjąć… - mówi Agnieszka, mama Konrada, który z kruchego niemowlaka wyrósł na twardego nastolatka, uparcie realizującego marzenia i potrafiącego postawić na swoim. 

fot. Konrad Tokarczyk (zdjęcie archiwalne)

Jestem dumna, że pomimo choroby, z którą nie jest łatwo żyć, jest optymistą i pozytywnie myśli o przyszłości. Gdy przyszedł na świat, towarzyszył mi nieustannie strach o jego życie. Z czasem odnajdywałam w sobie coraz więcej wewnętrznej siły, ale i spokoju. Wiem, że zawsze ktoś nad nami czuwa – dodaje.

Zobacz archiwalny spot z udziałem Konradka (2014 r.).

W głosie Małgorzaty, mamy Kacpra, który urodził się w 2016 roku z połową serduszka działającą i drugą połową - „nieczynną”, słychać radość. Wybrzmiewa w każdym wypowiadanym przez nią słowie. Cieszy się tym, co dziś słyszy od lekarzy – kardiologów, do których Kacper chodzi na kontrolne wizyty, od nauczycieli w jego szkole i od niego samego – od dziecka, które doświadczyło „efektu serca”.

fot. Kacper Ciastoń (zdjęcie archiwalne)

Synek ma osiem lat, funkcjonuje wspaniale, jest zdolnym, pilnym uczniem, nauczyciele mówią, że nawet na lekcjach wychowania fizycznego zupełnie nie odbiega sprawnością od innych dzieci. Ma w sobie niewyczerpane zasoby energii. Gdybym pozostała z tym wszystkim sama, nie byłoby dziś tak pięknie. W Sursum Corda pokierowali, doradzili, pozałatwiali co trzeba. No i zadbali o to, aby rozkręcić akcję zbiórki funduszy na operację. Nie byłoby mnie stać na tak kosztowne leczenie. Pochodzę z bardzo dużej, wielodzietnej rodziny, było nas szesnaścioro – wspomina Małgorzata. – A mój synek trafił do najlepszego specjalisty – kardiochirurga i dostał wsparcie od całej armii ludzi.   

Kilka lat temu w Sursum Corda pojawił się mały aniołek – Jaś. Jego mama, Anna, będąc w 22 tygodniu ciąży usłyszała od lekarzy, że raczej nie urodzi się żywy, a nawet jeśli przeżyje poród, to prawdopodobnie umrze tuż po nim. Jaś przyszedł na świat w 34 tygodniu ciąży. Długo balansował pomiędzy życiem, a śmiercią, walczył z sepsą, z zapaleniem płuc, z porażeniem mózgowym, epilepsją, z niedoczynnością tarczycy. Bezgraniczna miłość rodziców była dla niego najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości, ale nawet to nie wystarczyło. Jaś odszedł 17 marca 2019 roku. Odszedł tak, jak przystało na anioła – pozostawiając po sobie jasny promyk, który widać do dziś. 

Odejście Jasia zostawiło pustkę i wielki smutek, ale też dało początek wielkiemu dobru: jego rodzice zdecydowali o zainwestowaniu funduszy zebranych na leczenie Jasia w stworzenie nowego serwisu internetowego, gdzie obecnie zbieramy fundusze na leczenie i rehabilitację. Działa pod adresem Chcepomagac.org, dzięki tej historii możemy przekazywać pomoc i wsparcie wielu osobom z całej Polski. Ten portal jest rozwinięciem programu „Na ratunek”. Nie byłoby go, gdyby nie Jaś, Anioł Serwisu. Do tej pory zebraliśmy i zamieniliśmy na bezpośrednią pomoc dla naszych podopiecznych ponad 13 milionów złotych – mówi Marcin Kałużny, szef Stowarzyszenia Sursum Corda.

Dzięki życzliwości tysięcy ludzi, z których każdy uruchamia „efekt serca”, aktualnie prawie 200 dzieci i dorosłych korzysta z leczenia ratującego zdrowie i życie. Każdy z nich wie już, że nic nie jest przesądzone. Bo jeden gest, może wywołać efekt domina, nadać życiu sens, zmienić wszystko. Kilka serc może poruszyć tysiące innych serc. To dzieje się w sercu Beskidu Sądeckiego. W skali obejmującej całą Polskę. 

fot. Jedno z pierwszych spotkań Podopiecznych Stowarzyszenia Sursum Corda

Podoba Ci się to, co robimy?

Wspieraj Stowarzyszenie SURSUM CORDA przez wpłaty online. Dzięki Tobie możemy czynić dobro każdego dnia! 

Niepoprawny numer telefonu
Wiadomość została wysłana na twój nr.
Dziękujemy za pomoc.
×