Ta witryna używa cookies. Zamknij
Na RatunekWolontariatWypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjegoFESTYN RODZINNY - oferta animacyjna dla dzieciŚlub z sercem
KRS 0000020382


Nasz profil na Naszej Klasie


Pomóż - wpłaty online:
Płatności.pl




newsletter


Kryszta-y Soli Otrzymaliśmy Nagrodę Kryształy Soli - dla najlepszej organizacji pozarządowej w Woje- wództwie Małopolskim, w kategorii polityka społeczna
Ziarnko Gorczycy ZIARNKO GORCZYCY za wyzwalanie dobra w ludziach, za profesjona- lizm i uczciwość, usta- nawianie wysokich standardów w pracy org. pozarządowych
Amicus HominumAMICUS HOMINUM dla Małgosi Wróbel za projekt „Chata”


Strona zgodna ze standardem XHTML 1.0 Transitional

 
"Dotrzemy wszędzie, by pokazać, że może być lepiej"

opis działań



Projekt "Dotrzemy wszędzie by pokazać, że może być lepiej" grupy "Braterskie Słońce" w zamyśle miał wiele założeń, które zostały skierowane do środowisk studenckich, młodzieży szkolnej, dzieci z rodzin potrzebujących i Rodzinnych Domów Dziecka.

W realizację tegoż pomysłu włożyliśmy dużo energii, był to czas sprawdzianu dla nas, gdyż nie wszystko co wydawało się proste w założeniu miało pójść z górki i wyszło. Był to czas trudny, gdyż grupa, która istnieje już ponad dwa lata, do projektu przyjęła więcej uczestników. Pomogło nam to przejść przez różne problemy - potoczne przysłowie "co sześć głów to nie jedna" jest bardzo adekwatne do pracy naszej grupy. Przez pół roku nie tylko ciężka praca i problemy nas napotykały, ale i ogrom szczęścia, radości, uśmiechu, satysfakcji i poczucia prawdziwego sukcesu ze zrealizowanego zadania, które bardzo nas zżyło ze sobą :)

Projekt formalnie zaczęliśmy 1 lutego 2005 roku. Na początku z pewnymi problemami z powodu opóźnienia wpłaty dotacji. Ruszyliśmy dzięki ogromnemu wsparciu Rodzin dzieci biorących udział w programie i naszego partnerskiego Stowarzyszenia, które nie tylko finansowo, ale i organizacyjnie wspierało nas w wielu sprawach.
Działania na początku lutego były skoncentrowane na dwóch najważniejszych sprawach: zebraniu dzieci z okolicznych szkół podstawowych i przydzielenie ich poszczególnych wolontariuszy (po konsultacjach z pedagogami szkolnymi) i przygotowanie wielkiego, inauguracyjnego kuligu.
W module "Młodzi Dzieciom" wzięła udział dziewiątka dzieci o trudnej sytuacji rodzinnej. Każdemu z nich został przydzielony wolontariusz, który przynajmniej dwie godzinny tygodniowo poświęcał dziecku, odrabiając z nim lekcje, rozwijając zainteresowania, a także bawiąc się, ukazując mu tą piękniejszą stronę dzieciństwa chodząc z nim na basen, do kina i do koktajlbaru. Wolontariusze przez pół roku pełnili rolę starszego rodzeństwa, które nie tylko pomagało w obowiązkach, ale pomagało uporać się z problemami, z jakimi dzieci borykają się w swoim własnym domu. Dorosły wolontariusz stał się wzorem do naśladowania, przewodnikiem, ale przede wszystkim, przyjacielem, na którym dziecko mogło polegać.

Każdy z wolontariuszy mógł liczyć na konsultacje z psychologiem, Panią Marią Lelito i pedagogiem, Panią Agnieszką Kałużny. Ich opinie na temat naszych działań mogliśmy usłyszeć na koniec programu przy spotkaniu ewaluacyjnym. Pani Maria podkreśliła, iż "wolontariusze są bardzo ambitni, angażują się w Program i chcą pomagać swojemu przybranemu rodzeństwu jak najwięcej. Bardzo wymiernie, poprzez konferencje i pracę z dziećmi, rozwinęli i rozwijają swoje umiejętności interpersonalne i wychowawcze.

Dzieci lgną do wolontariuszy i chciałyby, aby spotkania trwały dłużej, wręcz nie miały swojego końca. Świadczy to o dużym i pozytywnym zaangażowaniu emocjonalnym stron, które jest możliwe właśnie w takiej pozainstytucjonalnej formie działalności profilaktyczno-pomocowej", zaś P. Agnieszka Kałużny opowiedziała o różnicach, jakie w postawach dzieci zauważyli nauczyciele i sami prowadzący.
Każdy z wolontariuszy opowiedział o swoich relacjach z dzieckiem, o radościach przeżytych wspólnie, ale i problemach, które napotykali podczas spotkań z dziećmi. Wśród nich mówił Darek - "starszy brat" Kuby. Dzielił się z obecnymi, jak to przełomem w ich spotkaniach była samodzielna inicjatywa chłopca do wyjścia na spacer.
Marysia - "starsza siostra" Adriana - powiedziała, iż pomimo trudności w porozumieniu się z rodzicami dziecka, bardzo zżyła się z Adrianem i pokochała "tego małego brzdąca".
Wielu z wolontariuszy podkreślało, że praca z dziećmi dała im więcej korzyści i radości niż sami przypuszczali przed programem. Podkreślali, że jakkolwiek dużo czasu i energii poświęcali dzieciom, była ona wynagradzana tymi piękniejszymi chwilami gdy np. Asia przynosiła poprawiona ocenę z angielskiego, gdy Adrian chciał wspólnie po długich namowach pouczyć się i gdy wychodząc od dziecka wolontariusz słyszał "kiedy znowu przyjdziesz?".
Niestety w ramach akcji "Młodzi dzieciom" nie udało nam się zrealizować akcji "sobota z europejską bajką". Tak naprawdę przeliczyliśmy możliwości i czas jaki dzieci mogą nam poświęcić w ciągu tygodnia. Nie chcąc nadużywać czasu i zaufania rodziców, postanowiliśmy zrezygnować z tej akcji.

Inauguracyjny Kulig odbył się 26.02.2005 roku, w którym wzięło udział prawie sześćdziesiąt osób. Dzieci, wolontariusze, rodzice, to była ekipa, która na prawdziwie górskim mrozie bawiła się przez pół dnia. Zabawę podczas kuligu poprowadziły dzieciaki z Rodzinnego Domu Dziecka, które zorganizowały wielki mecz na śniegu i przeciąganie liny. Zakopane po pas w śniegu dzieci bawiły się do utraty tchu. Niektóre z nich pierwszy raz były na kuligu, pierwszy raz widziały konie. Gorąca herbata z pieczoną kiełbasą i pyszny ciepły obiad, który czekał na dzieci - był doprawdy bardzo smacznym akcentem naszego wyjazdu. Pełne entuzjazmu i nieskończonej energii bawiłyby się do zmroku, gdybyśmy ich nie pilnowali i przypominali o czekających rodzinach w domu. Z wielkim bólem serca rozstawaliśmy się, zapowiadając następną wspólną wycieczkę pod koniec czerwca, która miała kończyć nasz program, a o której piszemy poniżej.
Samo przygotowanie kuligu przebiegło bardzo spokojnie. Wszelkie zadania, jakie rozdzieliliśmy między sobą, zostały zrealizowane. W organizacji kuligu bardzo pomógł nam Rodzinny Dom Dziecka, który nie tylko fantastycznie poprowadził zabawę, ale gdy pojawił się problem
z przewoźnikiem (gdyż zabrakło nam pieniędzy na drugi autokar) oni nieodpłatnie zorganizowali dla niewielkiej grupy transport.

Także w lutym, tak jak planowaliśmy, rozpoczęliśmy cotygodniowe spotkania na "wieczorach z europejskim filmem". Do końca czerwca odbywały się one w poniedziałki, w godzinach 19:00 bądź 19:30, w zależności od naszego promotora. Planowaliśmy zapraszać naszego gościa Panią Katarzynę Załuską z Małopolskiego Centrum Kultury Sokół raz w miesiącu - takie były ustalenia. Jednak już pod koniec pierwszego spotkania Pani Kasia zapowiedziała swoją obecność na każdym spotkaniu. Wieczorki zazwyczaj kończyły się przed 23.00. Rozpoczynaliśmy wprowadzeniem do historii filmu, które prowadziła Pani Katarzyna, przekazując nam dużą dawkę wiedzy z zakresu historii, socjologii i samego filmoznawstwa - przedstawiając nie tylko aktorów, reżysera, ale i sytuacje polityczną panującą za czasów powstawania danego filmu. Kończyliśmy dyskusją, którą często zakańczał "klucznik" miejsca, w którym urzędowaliśmy. Poznaliśmy twórczość polskich i zagranicznych reżyserów, tj. Jerzego Stuhra, którego dzięki Pani Kasi mieliśmy okazje poznać osobiście, gdyż gościł w Nowym Sączu na festiwalu "Ludzie kina", Krzysztofa Zanussiego, Zbigniewa Zapasiewicza, Andrzeja Wajdę i Krzysztofa Kieślowskiego, a także Woody'iego Allen'a, Pedro Almodóvar'a, Davida Lyncha, Bernardo Bertolucci'ego. Pani Katarzyna wszystkie filmy, z którymi chciała nas zapoznać miała w swoim posiadaniu, dlatego też środki, które zostały przeznaczona na wypożyczanie tych filmów nie zostały wykorzystane.

Zadanie, które postawiliśmy sobie jako bardzo ważne dla nas do wykonania, nie wyszło nam z różnych powodów. Niestety, ukochana przez nas "Kuchnia, film i muzyka nowej Europy także dla nas" została tylko w małej części zrealizowana. Niestety nasz zapał nie wystarczył, by pokonać takie problemy jak brak miejsca (w miejscu, które było nam obiecane odbywały cotygodniowe imprezy). Grupa zarządzająca salą - lokalne duszpasterstwo - niestety pomimo dobrych chęci nie zorganizowało się do tych imprez.
W ramach tejże akcji udało nam się zorganizować tylko spotkanie z Panem Marcinem Kydryńskim. Powiodło się dzięki ogromnemu wsparciu Dyrektora Centrum Kultury w Nowym Sączu, który nie tylko nieodpłatnie użyczył nam sali na spotkanie z Panem Marcinem, ale zdecydował się pokryć koszty plakatów, ulotek i zaproszeń. Spotkanie, które miało się odbyć w kilkunastoosobowej grupie na "Strychu" u lokalnego duszpasterstwa, zamieniło się w imprezę dla lokalnej społeczności, która wypełniła po same brzegi salę.
Przygotowanie tegoż dnia zajęło nam ogromnie dużo czasu. Spotkanie z dziennikarzem było połączone z autorskim wernisażem, przedstawiającym zdjęcia z ostatniej wyprawy do Afryki. Niestety, sam bohater w poszukiwaniu zdjęć wiele nam nie potrafił pomóc, gdyż Jego zdjęcia są własnością National Geographic i nie od niego było zależne gdzie one się znajdują.
I tu musieliśmy się sprężyć. Trzeba było przygotować spotkanie ze strony logistycznej szukając zdjęć w Polsce, następnie sprowadzając je do Nowego Sącza - tu Małopolskie Centrum Kultury Sokół ponownie wykazało się ogromną wyrozumiałością pokrywając koszty sprowadzenia zdjęć - następnie przygotowania projektu plakatu, ulotki i zaproszeń, po stronę merytoryczną przygotowania spotkania, gdzie trzeba było zebrać materiały z dotychczasowej działalności Pana Marcina Kydryńskiego, gdyż spotkanie odbywało się w formie wywiadu.

Spotkanie miało miejsce 22 kwietnia bieżącego roku o godzinie 19:00. Był to jeden z najbardziej nerwowych dni w trakcie działalności naszej grupy. Przerażenie przeplatało się z miłym zaskoczeniem, gdyż jak ogromna grupa widzów nas paraliżowała strachem, to sam Pan Marcin okazał się bardzo otwartym rozmówcą. Dziennikarz opowiadał nie tylko o podróżach po Afryce, ale także o muzyce, fotografii. Namawiał, by się nie ograniczać - mając tylko jedno życie nie powinniśmy się bać dotykać przeróżnych profesji, że trzeba szukać. To zdanie szczególnie utkwiło nam
w pamięci. Na drugi dzień jeszcze pokazaliśmy Panu Marcinowi Nowy Sącz i pożegnaliśmy się, odsyłając gościa do Warszawy, życząc szerokiej drogi. Sami na koniec usłyszeliśmy wiele pochwał za przygotowanie całego pobytu.

Właściwie, pomijając te nieszczęsne cztery spotkania z "muzyką, filmem i kulturą nowej Europy", które się nie odbyły, możemy powiedzieć z czystym sumieniem, że nasza akcja wypadła bardzo dobrze. Już teraz ponownie prowadzone są rozmowy z filmoznawcą, by i ten rok spotkań
z filmem opatrzyć takimi dyskusjami, jakie towarzyszyły nam przez pięć miesięcy.

Następną akcją realizowaną na przestrzeni pięciu miesięcy była akcja: "Nie ważne skąd jesteś, ważne kim jesteś" - była realizowana przy współpracy z Rodzinnym Domem Dziecka i Rodziną Zastępcza, której staramy się pomagać już trzeci rok, wcześniej w ramach projektu finansowanego z Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży.
Łącznie w tejże akcji wzięła udział około dwudziestka dzieci, które raz w miesiącu wychodziły z nami do kina, na basen i do bajkolandii. Także w Rodzinie Zastępczej raz w tygodniu dziewczyny prowadziły zajęcia z angielskiego poprzez zabawę, które dla chorego Adasia i Leny były jedyną formą poznania drugiego języka. Relacje między nami są bardzo zżyte, dlatego nie było problemu z porozumiewaniem się przy ustalaniu daty konkretnej imprezy, zawsze mogliśmy liczyć na opiekunów dzieci w każdej sytuacji.
W ramach tej akcji zawarliśmy porozumienie miedzy sądecką pływalnią, kinem a nami. Chcąc uniknąć kilkunastu rachunków za każdy wypad do kina bądź na basen, który nie ograniczał się tylko do jednego wyjścia na miesiąc (bądź jak to w akcji "młodzi dzieciom" także do koktajlbaru) postanowiliśmy odbierać faktury za każdy miesiąc, a nie za każdą usługę. Bardzo ułatwiło nam to organizację.

Na przełomie marca/kwietnia wolontariusze rozpoczęli kurs na wychowawców kolonijnych. Cotygodniowe spotkania odbywały się z samego rana, co było prawdziwą katorgą dla wolontariuszy:) Jednak koniec był bardzo pozytywny, każdy z wolontariuszy zaliczył kurs na pięć! Możemy śmiało powiedzieć, że była to świetna inwestycja w nas samych. Już w te wakacje część wolontariuszy wykorzystała świadectwo pracując na koloniach jako wychowawcy.
Jednak należy wspomnieć też o tym, że nie była to jedyna forma dokształcania skierowana do naszej skromnej grupki wolontariuszy. Mieliśmy przyjemność wziąć udział w konferencjach, na których nie tylko myśmy skorzystali, ale także nasi lokalni wolontariusze, którzy przyszli wysłuchać prelekcji.
Czy coś z tego wynieśliśmy? Nasza praca jest skierowana głównie do dzieci, a właśnie takie kursy i konferencje pomogły nam pojąć wiele rzeczy, które doprawdy bez braku doświadczenia trudno jest choćby objąć. A mamy na myśli takie rzeczy jak choćby zabawę z dużą grupą dzieci, opieka nad nimi, nie tylko od strony bardziej rozrywkowej ale i prawnej. Wszystkie zadania jakie na nas ciąża biorąc po opiekę grupę dzieci, ale także jak poprowadzić takie spotkanie, czyli przeróżne formy pracy, zabawy z dziećmi.

Program zakończyliśmy fantastyczną, dwudniową wycieczką do Zakopanego, która odbyła się dnia 18/19 czerwca bieżącego roku. Cały autokar, przepełniony wesołą grupką nie tylko dzieciaków ale i dorosłych, przyśpiewywał przez całą drogę do Białego Dunajca, w którym przenocowaliśmy, by przygotować się do wielkiej wyprawy następnego dnia. Podczas drogi do naszego punku docelowego zatrzymaliśmy się w Dębnie, by zobaczyć słynny na całą Polskę zabytkowy, pochodzący z końca XV w., drewniany kościółek pw. Św. Michała Anioła, który wpisany jest do rejestru UNESCO. Dzieci były pod ogromnym wrażeniem wspaniałej gotycko-renesansowej polichromii. Pierwszy dzień wycieczki zakończyliśmy wspólną zabawą przy grillu, gdzie i pyszne jedzenie i wspólna zabawa towarzyszyły nam do końca.

Następnego dnia, z samego rana, podjechaliśmy autobusem do Zakopanego, skąd zaczynała się nasza wyprawa. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Młodsza część grupy obrała łagodniejszą trasę, zaś starszaki podjęły się zdobycia Kościelca.
"Taki duży, taki mały może swój szczyt zdobyć" takie hasło przyświecało naszej wyprawie!
I tak było! Od najmłodszych, kilkumiesięcznych szkrabów, po już troszkę dojrzalszych uczestników naszej wyprawy można było spotkać kroczących szlakami. Grupa bardziej wytrwałych turystów napotkała na swojej drodze śnieg!!! co widać na dołączonych zdjęciach:)
Około szesnastej byliśmy już przy autokarze, który zawiózł dzieci na posiłek do wymarzonego miejsca przez wszystkich malców, do McDonaldu. Dzieciaki były tak wygłodniałe, że brały podwójne porcje swoich ulubionych przysmaków. Ruch przy kasie był tak wzmożony, że biedne Panie kasjerki musiały co chwile resetować kasę, a zniecierpliwione dzieci wiercił się bez końca:) Najedzone i ogromnie szczęśliwe, że mogły najeść się do woli, grzecznie udały się z nami do autokaru, który odwiózł wszystkie do domku.

Rozpoczęliśmy Kuligiem na Wierchomlę, zakończyliśmy wycieczką do Zakopanego. I jakoś tak smutno się zrobiło, bo tak mało tego wspólnego czasu przed nami. Spędziliśmy razem bardzo udane pięć miesięcy, nie tylko z naszymi podopiecznymi, ale i sami, we własnym gronie wolontariuszy. Zaczęliśmy jako dwudziestoczteroosobowa ekipa pełna zapału i tak kończyliśmy. Nie był to czas wolny od kłótni, spięć, nieporozumień, ale te wszystkie konflikty zostały i tak zdominowane chwilami radości, które teraz chce się pamiętać.
|   Wizyty: teraz 1 , dzisiaj 1 , miesiąc 21 , rok 139  |   Ostatnia aktualizacja: 16-01-2019   |   Zgłoś błąd na stronie: mail   |